KIKAKN
Kika Karolina Niemczyk
Cykl

kwiaty naszego dzieciństwa

do domu wraca się dopiero wtedy, kiedy jest tak ciemno, że nie widać własnej dłoni, za to wyraźnie widać mały i wielki wóz, i już bardzo nie można doczekać się kolejnego dnia. Noga zdarta od ostatniej wspinaczki po śliwce, a papierówki to najbardziej smakują te od sąsiada, dosięgnięte ukradkiem. Mlecze farbują dłonie, szczaw zjada się prosto z łąki, młode pokrzywy parzą najbardziej, a mama mówi, żeby czegoś tam nie zrywać, bo jest trujące. Powietrze pachnie upałem, trawą i przygodą. Przekrzykują się koniki polne, pasikoniki i świerszcze. Jest fioletowo od chabrów, czerwono od maków i niebiesko od niezapominajek. Poczujcie „kwiaty naszego dzieciństwa”.

zobacz cykl
Cykl

oddech słońca

po afrykańskiej opaleniźnie zostało już tylko wspomnienie, a jednak wciąż, między jednym obowiązkiem a drugim, zdarza mi się nucić zanzibarskie przyśpiewki. W rozmowach z bliskimi wracam do spotkań z ludźmi, którzy uczyli mnie innego tempa życia, a kiedy przymykam oczy, potrafię przywołać w pamięci uczucie cieplejszej od powietrza wody Oceanu Indyjskiego pod palcami. Ula fotografowała napotkanych ludzi, fragmenty przyrody i architektury, a ja nie mogłam się już doczekać, kiedy mieniący się w słońcu ocean, białe płatki kwiatów, połączenia kolorystyczne strojów mieszkańców, kurz unoszący się w wioskach i błękit nieba, którego nie ma w żadnej tubce farby, zamienię w język swojej abstrakcji na płótnie.

zobacz cykl
Cykl

Kornwalia

z podróży najchętniej przywożę pomysły na obrazy. Kornwalia zachwyciła mnie łagodnością, przestrzennością i życzliwymi mieszkańcami. Najbardziej lubiłam wystawiać buzię na wiatr i najadać się owocami dziko rosnącymi przy wąskich ścieżkach biegnących wzdłuż morza.

zobacz cykl
Cykl

Wenus, bogini

Wenus jest trzecim co do jasności, po Słońcu i Księżycu, ciałem niebieskim i rzymską boginią miłości.

zobacz cykl
Cykl

Morze Bałtyckie

było lato i dużo czasu spędziłam nad ukochanym Bałtykiem. To właśnie tam, w mojej głowie i w sercu, narodziły się te dwa obrazy. Są o potrzebie wyruszania w podróż i o tym, że czasem słowa nie wystarczają, że trzeba po prostu czuć, a życie dzieje się pomiędzy aktami.

zobacz cykl
Cykl

zakochaj się w sobie

pewnego ciepłego, lipcowego popołudnia, kiedy odpoczywaliśmy z grupą przyjaciół w domku na wsi, poprosiłam dzieci, żeby stworzyły dla mnie zalążki moich miamskich obrazów. Kredkami kreśliły kształty. Zdecydowanymi ruchami kilkuletnich dłoni nadawały nowe formy kotom, wielorybom i wszechświatowi. W tym samym czasie, ale w innym miejscu, trzyletnia dziewczynka rysowała postacie ludzkie. Szczególnie zafascynowały mnie rysunki dziewczynek, które powstawały z prędkością światła. Moje oczy śledziły każdy ruch małych dłoni, które doskonale wiedziały, co będzie dalej. Właśnie tak wyklarował się pomysł na cykl „zakochaj się w sobie”. Miał on w zamyśle szerzyć ideę self-love, którą najpiękniej wyrażają małe dzieci: one wiedzą, że są fantastycznymi istotami i na każdym kroku okazują swoją wyjątkowość. Część obrazów pokazałam w Miami podczas wystawy zorganizowanej przez włoską grupę Alcova w ramach wydarzenia towarzyszącego prestiżowym targom sztuki Art Basel.

zobacz cykl
Cykl

ogród majowy

Marzena była tak miła, że podzieliła się ze mną swoją pracownią malarską, kiedy najbardziej tego potrzebowałam. W 2022 roku, po wieloletniej przerwie, wróciłam do płócien, farb i pędzli z dziką radością i już bez głosów swoich nauczycieli z czasów liceum plastycznego i studiów w głowie. Najpierw namalowałam kilka obrazów, każdy zupełnie inny i bez wspólnego mianownika, a potem stworzyłam dwa w cyklu „ogród majowy”. Odtąd wyrażanie siebie na płótnie było dla mnie coraz łatwiejsze i coraz bardziej intuicyjne.

zobacz cykl
Cykl

poza cyklami

dwa z trzech obrazów powstały w momentach, kiedy potrzebowałam oddechu od cykli, w których tworzyłam. „przystań jachtowa”, którą malowałam z myślą o Bosi, była nabraniem dystansu do „ogrodu majowego”. Woda jest moim ukochanym żywiołem i zauważyłam, że malarsko także potrzebuję się w niej raz na jakiś czas zanurzyć. Po skończeniu tego obrazu nie miałam już potrzeby wracać do „ogrodu…”, poprowadził mnie on do „zakochaj się w sobie”. „Disco u Dantego” z kolei powstało z myślą o Dolii. Malując cykl „zakochaj się w sobie”, założyłam sobie wyważenie kolorystyczne, ale w którymś momencie przyszła mi ochota na mocniejsze kontrasty i bardziej wyrazistą energię. Tym właśnie jest „Disco…” – pobudza lepiej niż kawa i morsowanie. Obie dziewczyny zostały właścicielkami swoich obrazów, nie znając tych historii. I jak tu nie wierzyć w synchroniczność? Jest jeszcze jeden obraz, który namalowałam poza cyklem. Stworzyłam go po kinowym seansie „Marii” z 2024 roku, w którym główną rolę zagrała Angelina Jolie. Musiałam go namalować. Niby wszystkie obrazy są trochę też o mnie, ale ten jest w stu procentach.

zobacz cykl